Zielona rewolucja na dachach – konieczny rozwój energetyki prosumenckiej

Powodzenie programów tj. "Mój Prąd" udowadnia, że proste i odpowiednio zaprojektowane instrumenty wsparcia przekładają się na spektakularny rozwój rynku odnawialnych źródeł energii. Niezbędna jest kontynuacja dotychczasowych programów, uelastycznienie instrumentów pomocowych i zapewnienie ciągłości dofinansowań.

Mimo pandemii i związanych z nią trudności odczuwanych niemal przez każdy segment gospodarki, jest jedna branża, która może pochwalić się spektakularnym i wciąż utrzymującym się wzrostem sprzedaży. Mowa tu o firmach zajmujących się fotowoltaiką, która mimo obostrzeń i gospodarczego zastoju dalej jest najdynamiczniej rozwijającym się sektorem OZE w Polsce, odnotowującym rekordowy przyrosty nowych mocy.

Zeszły rok niewątpliwie należał do nich, o czym najdobitniej świadczą liczby. W samym 2020 r. powstało ponad 2,5 GW nowych instalacji PV, a moc zainstalowana w fotowoltaice osiągnęła rekordowy poziom 3,96 GW (jak wynika z danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych na stan 1 grudnia 2020 r.). W porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku oznacza to wzrost aż o 182 proc. Efekt? Jak podaje stowarzyszenie branży fotowoltaicznej SolarPower Europe, pod względem przyłączonych instalacji PV Polska uplasowała się w zeszłym roku czwartym miejscu w Unii Europejskiej.

Boom nastąpił również na rynku farm słonecznych. W przeprowadzonej w 2020 r. aukcji OZE, w tzw. „małym koszyku” konkurencja była ogromna – złożono dwa razy więcej ofert niż zaplanowany wolumen. Również „duży koszyk”, który do tej pory był zdominowany przez energetykę wiatrową, ostatecznie uległ taniejącej technologii fotowoltaicznej, czego efektem było zrównanie się liczby ofert i mocy jednych i drugich projektów.

Oddolna rewolucja

Do tego sukcesu przyczynili się sami mieszkańcy, którzy zdecydowali się na zainstalowanie paneli na dachach swoich domów. Ogromne znaczenie odegrały też rządowe programy, które miały na celu nie tylko zainicjowanie energetycznej zmiany na lokalnym poziomie, ale również walkę ze smogiem i termomodernizację budynków.

Chociaż największą rolę w promocji fotowoltaiki i rozwoju OZE odegrał program „Mój Prąd”, to korzystnie na rynek wpłynął też program „Czyste Powietrze”. Gwarantował on dodatkową dotację w przypadku montażu fotowoltaiki, o ile spełniony był warunek podstawowy, czyli likwidacja kotła węglowego. Na plus zadziałała też tzw. ulga termomodernizacyjna, która pozwala na odliczenie od podatku dochodowego wydatków poniesionych między innymi na zamontowanie instalacji fotowoltaicznej.

Trend już nie do zatrzymania?

Eksperci prognozują, że moc odnawialnych źródeł będzie systematycznie wzrastać i trend ten utrzyma się w najbliższych latach. O ile oczywiście nie pogrzebiemy tego potencjału chaotycznymi zmianami w prawie (czego przykładem mogło być zamieszanie wokół tzw. ustawy odległościowej i zmieniające się zasady opodatkowania farm wiatrowych) i nie zrezygnujemy z mechanizmów wsparcia, które znacząco przyspieszyły rozwój branży. Rządzący szacują, że jeżeli tempo rozwoju fotowoltaiki utrzyma się w nadchodzących latach, a do tego wybudowane zostaną planowane nad Bałtyku farmy wiatrowe o dużej mocy, to osiągniecie poziomu 30 proc. energii odnawialnej w 2026 jest realnym scenariuszem.

Niezbędna kontynuacja programów…

Żeby do tego doszło konieczne jest jednak utrzymanie dotychczasowego systemu wsparcia, a także uelastycznienie mechanizmów pomocowych.

Dobrym kierunkowskazem jak takie dofinansowania powinny wyglądać, może być program „Mój Prąd”. Jego największą zaletą jest prostota. Dotyczy to zarówno wypełniania wniosku o udzielenie wsparcia, rozliczenie pomocy jak i warunków przyznawania dofinansowań. W ramach programu oferowane były dopłaty w wysokości 5 tys. zł do instalacji o mocy 2-10 kW. Mogły się o nie ubiegać osoby fizyczne, które wytwarzają energię elektryczną na własne potrzeby. Przy budżecie sięgającym 1,1 mld zł dzięki programowi udało się wesprzeć ponad 220 tys. prosumentów.

Jaki jest bilans tego programu? Wpłynęło łącznie ponad 266 tys. wniosków (ostatni dzień składania wniosków to 6 grudnia 2020 r.). Wg stanu na 30 marca br. zostało wypłaconych 152 672 dofinansowań do projektów instalacji PV. W budżecie pozostało do alokacji 238 230 766 zł. Dzięki programowi zredukowaliśmy emisję CO2 o 698 709 600 kg/rok. 

Niewątpliwą zaletą programu była możliwość składania wniosków elektronicznie, w co zaangażowane mogły być również firmy instalujące panele. Pośredniczyły one w procedurze i w imieniu swoich klientów składały wnioski, co zwalniało mieszkańców z niepotrzebnych formalności.

Prosty był również mechanizm rozliczeń. Żeby otrzymać zwrot wydatków i dotację wystarczyło bowiem zainstalować fotowoltaikę, a następnie wysłać do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (operatora programu) potwierdzenia od firmy montującej panele oraz potwierdzenie z zakładu energetycznego, który odnotował podłączenie nowego źródła mocy do systemu. Przy takim podwójnym poświadczeniu nie jest konieczna późniejsza kontrola wydatkowania środków z NFOŚiGW, ani szczegółowa weryfikacja rozliczeń, jak ma to miejsce w innych, bardziej zbiurokratyzowanych programach. 

Czas na prosumencką rewolucję!

Eksperci przekonują, że opłacalność i popularność energetyki odnawialnej rosłyby jeszcze szybciej, gdyby polskie przepisy pozwoliły na odsprzedaż wyprodukowanej własnym sumptem energii innym podmiotom, bez konieczności angażowania w transakcję dużego zakładu energetycznego, który dziś pełni rolę pośrednika kupującego, a następnie odsprzedającego temu samemu użytkownikowi wyprodukowaną przez niego energię. Przy takim „obejściu” dużej energetyki, możliwe byłoby udostępnienie nadwyżki mocy sąsiadom lub podpisanie umowy z lokalnie działającą firmą. Pierwsze takie umowy już są zawierane, ale nie na małą skalę i między indywidualnymi użytkownikami PV, tylko między firmami inwestującymi w duże moce, a potem kontraktującymi je w dużej skali zakładowi przemysłowemu.

Kluczowe byłoby jednak uruchomienie podobnego mechanizmu na lokalnym, mikro poziomie. Poluzowanie tych zasad niechybnie zachęciłoby wielu do rozbudowy instalacji PV. Statystycznie powierzchnie dachów w Polsce są bowiem na tyle duże, że możliwe byłoby instalowanie większych mocy, które pozwoliłyby nie tylko zaspokoić potrzeby energetyczne mieszkańców konkretnej nieruchomości, ale też produkować nadwyżkę energii do wykorzystania przez innych.

Eksperci przekonują, że wprowadzenie możliwości bezpośredniej odsprzedaży nie byłoby trudne pod względem rozliczeń. Operator systemu odnotowałby bowiem realne zużycie energii w domu i widziałby ile jej wyprodukowano. Za tę różnicę musiałby zapłacić (tak jak ma to miejsce dzisiaj), chyba że mieszkaniec pokazałby zakładowi energetycznemu umowę na sprzedaż energii podpisaną z sąsiadem lub innym prywatnym podmiotem. Wtedy zakład energetyczny mógłby przekierować konkretny wolumen energii bezpośrednio do nowego kupującego.

Konieczna modernizacja sieci i zmiana prawa

Wyzwaniem dla rozwoju paneli fotowoltaicznych na masową skalę i dopuszczenia do indywidualnej sprzedaży energii może być jednak niedostosowanie polskiego systemu energetycznego i przestarzałe stacje transformatorowe w wielu miejscach Polski. Istnieje ryzyko, że mogłyby one nie wytrzymać obciążeń związanych z dużymi mocami fotowoltaiki i wymagałyby modernizacji. A to oznaczałoby wydatki po stronie operatorów sieci dystrybucyjnych.

Należy bowiem pamiętać, że sieci dystrybucyjne w Polsce były projektowane z myślą o dostawach energii do klientów na średnim i niskim napięciu. Nie uwzględniano więc przepływów energii od odbiorców do innych odbiorców, czy też od odbiorców na inne poziomy napięć. Jednocześnie w Polsce byłoby to relatywnie nowe wyzwanie, bo energetyka obywatelska (np. klastry energii, spółdzielnie energetyczne) jest na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Stąd też brakuje odpowiednich regulacji i przepisów, które określałyby relacje i prawa pomiędzy podmiotami wytwarzającymi i odbierającymi energię. Opracowanie takich zasad i uchwalenie przepisów, które kompleksowo uregulowałyby rynek, będzie niezbędne, by zielona rewolucja nie zatrzymała się, blokowana przez brak odpowiedniej, nadążającej za zmianami gospodarczymi, legislacji.

Tekst opracowany przez redakcję TOGETAIR