Musimy pobudzić rozwój branży recyklingu, która z powodu znikomych dopłat w ramach systemu Rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP) i braku ekoprojektowania, nie miała szans się dostatecznie rozwinąć. Bez zdecydowanego wsparcia branża nie będzie w stanie zagospodarować odpadów, oddali nas od GOZ i uniemożliwi wypełnienie wyśrubowanych celów UE.

Branża recyklingu jest w Polsce mocno rozdrobniona. Mamy 300–400 dużych zakładów, w tym około 30 papierni, kilku przemysłowych recyklerów szkła i kilkunastu odzyskujących metale. Najwięcej przedsiębiorców zajmuje się recyklingiem tworzyw sztucznych, przy czym spośród 250 specjalnych instalacji tylko kilkanaście ma możliwości techniczne, by przetwarzać więcej niż 20 tys. ton surowca rocznie. To niewspółmiernie mało do potrzeb, które widzimy na rynku. Każdego roku na sklepowe półki trafia ponad 4 mln ton opakowań, z czego 1 mln to same opakowania plastikowe. Niestety, statystyki pokazują, że co drugie z nich nigdy nie zostanie poddane recyklingowi. Zamiast tego trafi do specjalistycznej spalarni odpadów lub zostanie nielegalnie zakopane w starym wyrobisku. Więcej o spalarniach odpadów przeczytasz tutaj.

Trudno wskazać jeden powód takiego stanu. Wiele problemów gospodarki odpadami ma jednak wspólny mianownik: trudność w przetwarzaniu odpadów, na co największy wpływ ma fatalna jakość selektywnej zbiórki w gminach (od 60 do 70 proc. odpadów trafia do sortowni jako odpady zmieszane) i brak ekoprojektowania. To drugie to nic innego jak system wytycznych określających standardy dotyczące używanych w produkcji materiałów i sposobów ich łączenia. Taki zestaw zasad w założeniu ma premiować proekologiczne rozwiązania i wzorem innych krajów zachęcać firmy, by np. stosowały łatwiejsze w przetworzeniu materiały, zastępowały je surowcami wtórnymi lub ograniczały ilość wytwarzanych odpadów.

Trudno wskazać jeden powód takiego stanu. Wiele problemów gospodarki odpadami ma jednak wspólny mianownik: trudność w przetwarzaniu odpadów, na co największy wpływ ma fatalna jakość selektywnej zbiórki w gminach (od 60 do 70 proc. odpadów trafia do sortowni jako odpady zmieszane) i brak ekoprojektowania. To drugie to nic innego jak system wytycznych określających standardy dotyczące używanych w produkcji materiałów i sposobów ich łączenia. Taki zestaw zasad w założeniu ma premiować proekologiczne rozwiązania i wzorem innych krajów zachęcać firmy, by np. stosowały łatwiejsze w przetworzeniu materiały, zastępowały je surowcami wtórnymi lub ograniczały ilość wytwarzanych odpadów. 

Brak ekoprojektowania

W Polsce takiego systemu nie ma. W efekcie dalej najważniejszym kryterium przy projektowaniu opakowań jest ich atrakcyjność i wygoda dla klienta. To zrozumiałe z biznesowej perspektywy. Niestety, skutkuje to tym, że przemysł nie musi specjalnie przejmować się tym, co później stanie się z opakowaniem, gdy zostanie ono opróżnione i wyrzucone do kosza. Ani tym kto realnie zapłaci za zagospodarowanie tych odpadów. A często okazuje się, że ich recykling będzie niemożliwy. To nie wina recyklerów, ale stosowanych materiałów i ich połączeń, które sprawiają, że proces przetwarzania jest niewykonalny z technicznego punktu widzenia lub nieracjonalny finansowo, bo koszty domycia i rozdzielenia konkretnych frakcji przewyższają zysk z ewentualnej sprzedaży wytworzonego z nich nowego produktu.

Branża odpadowa szacuje, że 50–80 proc. zawartości żółtego pojemnika – do którego z założenia powinny trafić wstępnie posegregowane odpady plastikowe i metale – nie nadaje się do przetworzenia. Pierwszy przykład: szczoteczka do zębów, która łączy w sobie wiele tworzyw. Drugi: czarna tacka na mięso. Kolejne to: papierowe opakowanie z foliowym okienkiem, wieczka aluminiowe od jogurtów, saszetki po sosach. Do tego wszystkiego dochodzą bardzo powszechne, a trudne do przetworzenia folie, w których kupujemy np. pokrojoną, już umytą sałatę. Wreszcie opakowania styropianowe, które są bardzo lekkie, a jednocześnie zajmują stosunkowo dużą przestrzeń, więc ich transport jest nieopłacalny. To właśnie plastik najtrudniej przetworzyć. Każde tworzywo potrzebuje bowiem wyspecjalizowanej instalacji w zależności od rodzaju zastosowanego polimeru. A te różnią się właściwościami chemicznymi (np. zawartością chloru) i mają różną temperaturę topnienia. Tych najbardziej rozpoznawalnych tworzyw znajdziemy w domu lub na sklepowych półkach sześć (choć różnych odmian jest kilkadziesiąt). 

Wbrew popularnej opinii, że największym wyzwaniem dla recyklingu są butelki po napojach wykonane z tworzywa PET, to jest on akurat najłatwiejszym do przetworzenia materiałem, którego na rynku nie brakuje. Równie przyjazne dla recyklingu jest HDPE, uważane za tworzywo najbezpieczniejsze dla zdrowia, wykorzystywane do produkcji zabawek dla dzieci. Jest grubsze, bardziej matowe i nie tak popularne jak PET. Pakowane w niego są produkty chemii gospodarczej i środki czystości. Często spotkamy też LDPE, z którego produkuje się folię przeznaczoną do pakowania żywności, a także worki, reklamówki i torby plastikowe. Korek od butelki? To PP, czyli polipropylen, wykorzystywany również w sektorze budowlanym i do izolacji przewodów elektrycznych. Opakowanie płyty CD powstało z kolei z polistyrenu (PS). Wstępną listę zamyka PVC, czyli tworzywo, z którego powstają rury czy okleiny. Może przybrać również formę folii do pakowania żywności.

Pilne wdrożenie ROP

Co zrobić, aby recykling tych wszystkich tworzyw, a nie tylko PET i HDPE, był opłacalny? Możliwości jest kilka. Przede wszystkim konieczne będzie urealnienie stawek uiszczanych przez przedsiębiorców w ramach systemu ROP i zrównanie ich do europejskiego poziomu oraz uszczelnienie rynku opartego na fikcyjnym recyklingu i tzw. handlu kwitami. 

Czym jest ROP? To funkcjonujący od 2001 r. mechanizm, który zobowiązuje producentów do późniejszego zagospodarowania odpadów powstałych z produktów wprowadzonych przez nich do obrotu. W Polsce takimi regulacjami objęte są między innymi opakowania i odpady opakowaniowe. Sęk w tym, że dotychczasowe przepisy – zakładające, że w ramach ROP przedsiębiorcy partycypują w kosztach zbiórki, segregacji i przygotowywania do recyklingu - okazały się całkowicie nieefektywne, Do systemu recyklingu wpływa za mało środków. Oblicza się, że sprawne funkcjonowanie recyklingu surowców wtórnych wymagałoby nawet dwóch miliardów złotych rocznie, a według obowiązujących jeszcze zasad, producenci wprowadzają rocznie zaledwie ułamek tej kwoty (tj. kilkadziesiąt milionów). Ta sama opłata w innych krajach unijnych jest nawet kilkadziesiąt razy wyższa.

Więcej o ROP przeczytasz tutaj.

Konieczna ekomodulacja 

Przy okazji wdrożenia nowego modelu ROP konieczne jest wprowadzenie mechanizm ekomodulacji. Miałby on premiować firmy, które będą wybierać materiały łatwe w przetwarzaniu i redukować ilość opakowań, np. rezygnując z kilku warstw folii powlekających każdy element sprzedawanego produktu. Zasada byłaby prosta: im produkt mniej oddziaływałby na środowisko m.in. z powodu zastosowania powszechnych i jednorodnych materiałów lub był zwyczajnie bardziej trwały i nadawał się do wielokrotnego użytku, tym opłata byłaby mniejsza. Ekoprojektowanie mogłoby obejmować nie tylko kryterium użytego materiału, ale uwzględniać również np. kształty opakowań, które mogą utrudniać recykling czy minimalizację masy opakowania (przy zachowaniu właściwości zabezpieczających produkt). 

Rozkręcenie popytu na surowce wtórne

Kolejnym narzędziem będzie zobowiązanie producentów do stosowania surowców wtórnych w nowoprodukowanych opakowaniach, co zwiększy popyt na recyklat. Dziś, przy niskiej cenie ropy, wyprodukowanie butelki PET jest tak tanie, że nie opłaca się wykorzystywać surowca wtórnego. Łatwiej ściągnąć nową, niekiedy z drugiego końca świata, niż produkować tu, na miejscu, z wykorzystaniem surowców wtórnych.

 

O tym, że taki obowiązek stanie się koniecznością przesądza dyrektywa unijna dyrektywa o jednorazowych plastikach (tzw. dyrektywa SUP, od single-use plastics), którą przyjęto w połowie 2019 r. Powszechnie utożsamia się ją tylko z zakazem sprzedaży plastikowych sztućców, talerzy czy patyczków do uszu, ale zawarte w niej regulacje sięgają dużo głębiej. Zakładają, że najpóźniej do 2025 r. butelki do napojów z tworzywa PET będą musiały zawierać minimum 25 proc. materiału pochodzącego z recyklingu. Od 2030 r. zawartość surowca wtórnego ma wzrosnąć do 30 proc., a obowiązek będzie dotyczyć wszystkich butelek do napojów, bez względu na tworzywo, z jakiego będą wykonane.   

Należałoby rozważyć, czy podobne regulacje nie powinny objąć też innych produktów. Przemawiałby za tym fakt, że butelki PET stanowią jedynie kilkanaście procent całego sektora opakowań (na polski rynek trafia ich ok. 220 tys. ton rocznie). I w tym akurat przypadku, PET jest jedynym surowcem, którego cena rynkowa utrzymuje się na dobrym poziomie. Jednym z wytłumaczeń jest narastająca presja ze strony konsumentów i decyzje wielu zagranicznych producentów, którzy zaczęli dodawać recyklat do nowych produktów. 

Minimalne poziomy wykorzystania recyklatu – jeżeli zostałyby wprowadzone dla większej grupy produktów – powinny być stopniowo zwiększane (np. o 5 proc. z roku na rok, zaczynając od bazowych 20 proc.). Równolegle można byłoby uruchomić zachęty finansowe, np. zredukować VAT na produkty powstałe z recyklingu.

Inwestycje w zakłady

Sortownia odpadów komunalnych. Do takich instalacji trafiają odpady z naszych domów. Są tam dodatkowo segregowane i rozdzielane np. butelki plastikowe od puszek aluminiowych (oba, zupełnie różne w późniejszym przetwarzaniu rodzaje odpadów znajdziemy w tym samym, żółtym pojemniku na tworzywa sztuczne). Później są one belowane i przygotowywane do przekazania do recyklingu.Konieczne będzie również zwiększenie obecnych mocy przerobowych w instalacjach recyklingu z tworzyw sztucznych, tak aby uzupełnić obecną lukę inwestycyjną. W szczególności potrzebne będą instalacje, których dziś brakuje w Polsce i Europie, tj. zakłady przetwarzające odpady PS. Należy też rozwijać i zakłady, które poddawałyby recyklingowi PET – tacka (opakowanie do sprzedaży owoców), PET – barwiony w masie (po produktach chemii gospodarczej), folię PP, folię HDPE. 

Zapotrzebowanie na inwestycje, jak szacuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska, może kształtować się na poziomie ok. 0,8 – 1 mln ton w latach 2028-2034 r.. Oznaczałoby to konieczność budowy ok. 20-25 instalacji o przepustowości 40 000 ton rocznie przeznaczonych dla różnych frakcji, w tym w szczególności ok. 8-10 instalacji do recyklingu folii PE tylko ze strumienia odpadów komunalnych. To z kolei, jak wynika z wyliczeń resortu, wymagałoby nakładów finansowych na poziomie 800-1000 mln euro (tj. ok. 3,44-4,30 mld zł), w tym na inwestycje z zakresu recyklingu samej tylko folii PE – 320-600 mln euro (tj. ok. 1,40-2,58 mld zł - w zależności od wielkości mocy przerobowych instalacji). O powodzeniu tych inwestycji będzie decydowało wsparcie oferowane przez instytucje publiczne i dostępność środków z UE. 

Tekst opracowany przez redakcję TOGETAIR